Switched to Debian

Czerwiec 4, 2011 4 Komentarze

Dlaczego? Bo była okazja.

Od jakiegoś czasu opierałem się chęci zmiany systemu. Ale jakoś nie było okazji. Ostatnio współmieszkańcowi zebrało się na update Archa i życie pokarało go GNOME3. Niewiele myśląc postanowiłem ów wynalazek na Ubuntu przetestować (a co, najwyżej się wywali). I poszło… parę MB poleciało, a zaraz po nim donośnie słowo na k…

Ładne screenshoty i rzeczywistość sprawiły, że zacząłem rozumieć ludzi, którzy klną na marketing Ubuntu i obietnice działającego systemu. O samym GNOME3 powiem tylko, że odebrałem to jako równie wielkie dziadostwo takie jakubuntowe Unity. Próba usnięcia? Ależ proszę bardzo… Po próbie? System działał i wyglądał jak wczesne wersje GTK, połowa funkcji dotyczących wyglądu (zwłaszcza tych, które są w jakiś sposób przydatne w pracy) była martwa.

Z torrenta poleciał Debian Testing. I co? Rewelacja.

Jedyną rzeczą, która wymagała popchnięcia były sterowniki do wifi. Reszta, łącznie z audio 5.1 poleciała sama z siebie. Grafika na otwartych sterach nvidii – po prostu działa. Zasadniczo – wszystko, co nie działało w ubuntu tutaj ma tendencję do działania poprawnie.

A co do wrażeń po instalacji nowego Ubuntu i Debiana – będzie krótko. Z Ubuntu ostanio zrobiono system dla średnioprzeciętnego idioty, który używa komputera do obsługi facebooka, maila i www. O szybkości gdzieś zapomniano. Ale to już nie mój problem.

Dla porównania: boot debiana: 19s, boot Ubuntu 48s. I tyle w temacie.

 

 

Reklamy
Kategorie:Debian, Komputer, Ubuntu

Screenshot – 05.2011

Maj 17, 2011 2 Komentarze

Kategorie:Ubuntu

Komputery za darmo…

Maj 15, 2011 1 komentarz

Właśnie moje radio zza pleców podało, że znowu jakiś mądry człowek przy władzy, bo chyba nie przy zdrowych zmysłach wymyślił, że ludziom trzeba dać komputery. I nawet przeszkolić trzeba. Nie od dzisiaj wiadomo, że komputery tanie nie są, szkolenia też. Pytanie zatem – kto za to płaci? I odpowiedzieć można za filmowym klasykiem „Pan płaci… Pani płaci… My płacimy… To są nasze pieniądze proszę pana…”

Chyba szkoda nerwów na tłumaczenie sobie faktu, dlaczego ktoś ma za sam fakt swojej egzystencji dostać sprzęt, na jaki ja muszę zdrowo zasuwać ładny kawałek czasu.

Skoro RP rozdaje już komputery, to może należałoby rozpędzić tą całą armię pracowników opieki społecznej w diabły? Skoro taki dobrobyt jest…

Zresztą, z jakiej racji moje podatki mają sponsorować zabawkę dla kogoś?! Paranoja – na dobra luksusowe albo się pracuje i ma albo się nie ma.

Kategorie:Personalnie

Godzien jest robotnik zapłaty swojej

Kwiecień 28, 2011 Dodaj komentarz

Zabrałem się jakiś czas temu za budowanie portfolio. Jakieś strony człowiek kiedyś tworzył, coś z tego nawet trochę w sieci powisiało, więc czemu nie spróbować jakoś skonkretyzować swojego działania… Ktoś kiedyś doradził, żeby zrobić parę projektów non-profit i na tym zacząć budować, a potem samo się rozkręci. Trochę to już trwa, jakieś doświadczenia są – zatem, co warto wiedzieć zaczynając? Czy w ogóle warto rozpoczynać pracę w ten sposób?

– Nie warto pracować dla każdego. Warto wybierać dla kogo chce się cokolwiek robić. Zwłaszcza w działaniu non-profit.

– Budując portfolio warto myśleć przede wszystkim o własnych profitach. Nie ma co pchać się w coś, co umrze zanim powstanie. Najesz się przy tym więcej nerwów, a Twoje doświadczenie na tym nie zyska.

– Nawet za free trzeba być profesjonalnym i jasno wszystko określać. Asertywność pomaga. W innym wypadku okazuje się, że nagle człowiek zostaje „informatykiem” od wszystkiego co się na komputerze wyświetla, albo co gorsza musi bawić się w poprawianie niedoróbek klientów. Jak już pisałem, a i później pewnie raz jeszcze napiszę – nie ma sensu brać czegokolwiek w imię idei, pomocy, znajomości, whatever. Jest rozwój, albo projekt idzie w odstawkę.

– W znakomitej większości przypadków (chociaż miałem też pozytywne wyjątki) nie opłaca się praca DLA znajomych/rodziny. Tak samo rzecz ma się w przypadku projektów, z którymi jesteśmy związani czymś innym, niż pracą. Pracując dla znajomych, może i budujemy portfolio, ale kończąc projekt zyskujemy dość upierdliwego wrzoda na pośladku, przy którym najpewniej to właśnie my będziemy później bawić się w aktualizacje, naprawy.

– Zastosowanie nawet najwygodniejszego CMSa nie uchroni nas przed lawiną pytań ze strony klienta, któremu oczywiście się nie chce przeczytać kilku stron poradnika. Prościej zawracać głowę wstawieniem obrazka.

– Prawda, którą powinienem mieć nad biurkiem: Zaczynaj wtedy, kiedy klient dostarczy Ci materiały. Do tej pory, to chyba największa upierdliwość jaką spotkałem. Projekt zaakceptowany, uruchomiony, a tu nagle przychodzi od gościa XXX MB poprawek. Bezsens i strata naszego czasu.

– Pewnie zdarzy się też tak, ze ktoś trafi we współpracy na ludzi skrajnie trudnych we współdziałaniu. Jeżeli zachodzi koniunkcja dużej upierdliwości, małego zysku i braku perspektyw wtedy ratuje nas tylko zero sentymentów – rzucać taką robotę. Celem jest zdobycie doświadczenia, a nie męczenie się dla wątpliwej korzyści.

– Nie warto też dawać się wykorzystywać. Jeżeli masz robić za darmo coś, na czym ktokolwiek ma zbijać kasę – odpuść. Byłem już kilka razy w takich sytuacjach i nauczony doświadczeniem wiem, że na pozytywy wtedy działaniach nie ma sensu nawet liczyć. W pewnym momencie rzuca się kwotę, albo wstaje od stołu i wychodzi.

Jak to jest? Warto?
Po paru projektach wykonanych w takim systemie powiem – zdecydowanie NIE. Spotkałem fajnych ludzi, temu nie mogę zaprzeczyć, ale nie mogę również nie wspomnieć o ludziach, którzy za darmo chcieliby mieć całe strategie reklamowe. W dzisiejszych czasach usługi świadczone w sieci są tak samo ważne i mają taki sam status jak te w realu. Szkoda tylko, że do niektórych nie dociera, że wykonanie takiej czy innej strony, grafiki w sieci jest taką samą pracą jak sprzedaż, transport. Tylko, że tego paradoksalnie nikt nie widzi.

„Godzien jest robotnik zapłaty swojej” – pisał św. Paweł. Szkoda, że proszenie o współpracę przychodzi wielu tak łatwo, a już zwykła wdzięczność i szacunek dla cudzego wkładu czasu i pracy schodzi gdzieś dalej.

Kategorie:Komputer, Personalnie

Screenshot 04.2011

Kwiecień 18, 2011 Dodaj komentarz

Z braku ciekawszych tematów i czasu na więcej: screenshot Ubuntu 11.04 beta2

Kategorie:Ubuntu

Jaki był ten rok…

Styczeń 3, 2011 2 Komentarze

Ze znajomych blogujących – Pablo i Czester podsumowali, to ja też gorszy nie będę i coś napiszę. Chociażby dlatego, że dawno nie pisałem. A działo się w sumie dużo, w różnych dziedzinach.Zatem mniej więcej po kolei:

Początek roku, to studniówkowo – przedmaturalne zamieszanie. Najogólniej rzecz biorąc cała ta impreza jak dla mnie straszliwie przereklamowana, jakkolwiek źle chyba nie było i parę godzin zabawy można zaliczyć do udanych, niemniej bywało się na zabawach, których klimat bardziej mi odpowiadał.

Gdzieś potem była matura (chociaż może to od niej należałoby zacząć podsumowanie roku), którą jakimś cudem zdać się udało. Egzaminy wspominam całkiem miło. Najprzyjemniej pisało się chyba to, co związane z angielskim – jak na moje umiejętności  zadania nie były trudne, podobnie zresztą jak fizyka. Może nie oznacza to, że matura była łatwa, jakkolwiek przy odrobinie pracy była jak najbardziej do zdania. Równie sympatycznie wspominam ustne egzaminy – Opatrzność czuwała i tematy, które losowałem ewidentie „siadły”.

Matura zbiegła się w czasie z powodzią. Bochnia może i nie była jakoś specjalnie zagrożona, jednak poniedziałkowy poranek z łopatą, workami, dostawami piasku przeżyłem. Brakło niewiele. Metr, może mniej, ale udało się. Po tym co widziałem później – mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że sporo szczęścia mieliśmy z sąsiadami, że tylko tak się wszystko skończyło.

A potem nadeszły najdłuższe jak dotąd wakacje.

Wakacje to najpierw Turcja. Ciekawy kraj, pełen kontrastów. Z jednej strony turystyczny i przyjazny, a z drugiej na tyle pozaeuropejski, żeby móc w nim dostrzec inny, islamski świat, inne podejście ludzi do życia i całą masę różnic kulturowych. Wyjazd pokazał mi, że aby zobaczyć więcej warto zejść z głównej drogi, wejść w zwykłe miasteczko, nieturystyczną dzielnicę – cenne doświadczenie i pamiątki w postaci setek zdjęć. Z pewnością – było warto.

Drugi, ważny dla mnie akcent odpoczynku to Dębowiec i Saletyńskie Spotkanie Młodych. Pojechałem tam, chyba trochę bez przekonania i wiedzy „po co?”. W końcu to tylko 5 wakacyjnych dni. Dwa słowa: było warto. Wspaniała atmosfera, wielu dobrych ludzi wokół, moc naprawdę różnych, bardzo pozytywnych wrażeń.  Muszę przyznać, że to naprawdę potrafi wkręcić człowieka, jeżeli ktoś waha się nad takim wyjazdem: warto.

Czytaj dalej…

Kategorie:Personalnie

Alternatywne oprogramowanie dla Linksys by Cisco WRT160NL

Sierpień 2, 2010 5 Komentarzy

Dlaczego

Uruchamiając testowany router spodziewałem się czegoś więcej po natywnym oprogramowaniu. Trochę się jednak rozczarowałem. W urządzeniu brakowało mi chociażby obsługi drukarki czy możliwości pogrzebania w urządzeniu przez telnet. Z pomocą przychodzi jednak strona http://wrt160nl.org/ której autorzy oferują kompletny poradnik i pliki potrzebne do całkiem przyjemnej pracy z owym routerem. Pojawią się z pewnością pytania czy warto się bawić w zmianę firmware routera. Na to pytanie każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Osobiście uważam, że jest to całkiem dobra, łatwa i warta zachodu droga do poszerzenia możliwości urządzenia. Przechodząc na alternatywne oprogramowanie stajemy się niewielkim wysiłkiem posiadaczami bardzo funkcjonalnego routera, który z pewnością zaspokoi potrzeby wielu użytkowników domowych w zakresie udostępniania sieci, wymiany danych czy uruchomienia drukarki sieciowej. Używam DD-WRT na WRT160NL od ponad miesiąca i nie mam zastrzeżeń do jego funkcjonalności i stabilności, więc z czystym sumieniem mogę polecić to rozwiązanie.

Co będzie nam potrzebne:

  • komputer z jakimkolwiek systemem (ja używałem Ubuntu ze względu na natywną obsługę systemu plików ext3)
  • kabel do podłączenia komputera  (upgrade przez wifi jednak nie jest najlepszym pomysłem)
  • pliki:
  • pamięć USB (w zależności co planujecie robić z routerem, ja do celów testowych użyłem pendrive 2 GB, ale dla kogoś, kto planuje używać urządzenia do pobierania plików polecałbym coś większego)
  • jakieś 90 minut czasu (w wersji bez problemów)
  • stałe zasilanie (w czasie wgrywania oprogramowania wydaje się to oczywiste, jakkolwiek nie sprawdzałem co stanie się jeśli go braknie, ale przewiduję, że na zdrowie dla urządzenia to nie wyjdzie) Czytaj dalej…
Kategorie:Komputer, Sieci