Strona główna > Rower > Jak karmel góralem zostawał…

Jak karmel góralem zostawał…

Do napisania tego wpisu motywuje mnie mnóstwo rzeczy. Przede wszystkim wakacyjne nieróbstwo, a w dalszej kolejności chęć odpowiedzenia na pytanie Wojtka, jakie padło w którejś naszej fejsbukowej dyskusji. No i jest też jakaś próżniacka chęć pochwalenia się fajną trasą ;-)

Wojtek parę dni temu zapytał mnie co ciekawego można w okolicy Bochni zobaczyć. Jeżdżąc  na północ od Bochni z osobliwości regionu można natrafić na 3 mosty wiszące, parę drewnianych kościołów i Puszczę Niepołomicką z jej rezerwatami i paroma urokliwymi jeziorami. Na południe jako dzieciak w sumie nie miałem okazji jeździć, co w domu moim dość krótko argumentowano „bo pod górę”. Ale jakiś czas temu księdza Łukasza rzuciło dość niedaleko na południe i w czasie któregoś wyjazdu wpadł nam do głowy pomysł, coby duchownemu wizytę stosowną złożyć.

Wtorek 7:29, SMS. „Jedziemy?”. Rzut oka za okno – o dziwo nie pada. Krótka odpowiedź i jeszcze pół godziny snu. Potem szybkie zbieranie, parę gadżetów wrzucone do trójkąta pod ramą i o 8:30 ruszamy.

Przejazd przez Bochnię i zaczynamy zabawę na ulicy Wiśnickiej. Podjazd łykamy bez szaleństwa, ale mityczna granica, za którą mało się śmigało pada szybko. Moje ulubione „spokojnie, będzie gorzej” i powoli wspinamy się w kierunku Wiśnicza przez Kopaliny. O dziwo na drodze ruch nie zabija i jechać się da. Myślałem, że będzie gorzej.Podjazd pod Widomą (535 m n.p.m.)

Już w Wiśniczu zaczynamy pierwsze konkretniejsze wspinanie tego dnia. W górę jedziemy prawie cały czas do Leksandrowej. Spokojnie, bez nerwów i szarpania i wszystko ładnie wychodzi. Czepiać się można tylko prędkości, która na podjazdach oscylowała w okolicy 12km/h, ale grunt, że do przodu. Leksandrowa była – przynajmniej z profilu trasy –  jednym z dłuższych podjazdów, ale nie sprawił on większych problemów, a odległość działała in plus. I tym sposobem dojechaliśmy do Żegociny, skąd mieliśmy zacząć dość długi podjazd na przełęcz Widoma. Tego etapu baliśmy się najbardziej. Stromizna połączona z odległością przecież nie mogła dać nic pozytywnego.

Widok z widomej w stronę Żegociny

Widoma zdobyta : )

Wyszło jednak bardzo przyzwoicie i wyjazd na wysokość 535 metrów określę chyba jako najfajniejszy fragment całej trasy. Poszło nadzwyczaj gładko i 8km podjazdu uciekło w pół godziny. Potem już tylko zjazd do Laskowej – na początku dość trudny technicznie, stromy i kręty z wyprzedzającymi samochodami – swoją drogą, trzeba mieć niezbyt równo pod sufitem, żeby na zakrętach o 180 stopni wyprzedzać rowerzystę jadącego dobre parędziesiąt kilometrów na godzinę… Później zjazd robi się łagodny i ostatnie 2 kilometry jedzie się naprawdę przyjemnie. To chyba jeden z przyjemniejszych kawałków całej trasy.

Potem zaliczamy krótki postój  Laskowej i mniej krótkie odwiedziny duchownego, żeby dalej ruszyć w drugą część pętli. Co prawda ksiądz Łukasz odradza trasę, którą wybraliśmy, ale my się nie boimy i dzielnie jedziemy w kierunku Ujanowic wzdłuż Łososiny. Droga nowa, ładna, za unijną kasę – jedzie się bardzo miło. Zabawa zaczyna się od skrętu na Sechny. Przychodzi czas na przejechanie po raz drugi paru górek, które pokonaliśmy jadąc do Laskowej. Kombinacje nawigacyjne zaprowadziły nas na dość ciekawy podjazd. Górka miała dobrze pod 2km, a do tego nachylenie dobrej, alpejskiej czarnej trasy zjazdowej. Niemniej satysfakcja z wyjechania „na raz” i utrzymania roweru w stanie używalności – nieziemska. Jednak ten odcinek trasy – zdecydowanie dla lubiących totalny hardcore ;-)

Kolejny odcinek – do Rajbrotu jest dość monotonny. Jest co prawda parę mniejszych zjazdów i podjazdów, ale na kolana nie rzuca. Ciekawiej zaczyna się robić za Rajbrotem w miarę zbliżania się do Lipnicy Murowanej – trafia się nawet jakiś dłuższy kawałek zjazdu, można trochę nadgonić. Od Lipnicy zaczynamy boczną drogą jazdę w kierunku Wiśnicza – parę mocniejszych górek i kilka krótkich zjazdów. Rekompensatą jest ostatni z nich – kończący się nieopodal basenu w Wiśniczu.

Sam dojazd do Bochni przez Wiśnicz Stary a potem Wiśnicz Mały ultraprzyjemnym doznaniem nie jest. Przez większość czasu jest to wspinaczka pod niezbyt ciekawe górki z krótkimi odcinkami zjazdów. Do Bochni zjeżdżamy od strony Kurowa dość stromym odcinkiem niezbyt ruchliwej drogi – ostatnie miejsce, żeby poprawić MXS w liczniku, a potem już tylko spokojny zjazd do domu.

Trasa pokazuje dość dobrze jak wyglądają okolice południowe Bochni. Dla lubiących połączenie sportu i turystyki w trasę (która dla początkujących może być dość wymgająca) można wpleść elementy szlaku architektury drewnianej, parę kościołów, zamek w Wiśniczu, całą Lipnicę Murowaną, a także trochę atrakcji tematycznych, jak chociażby kilka rozsianych na tym obszarze cmentarzy z I Wojny Światowej. Niemałą atrakcją są też widoki z miejsc takich jak przełęcz Widoma. Dzisiaj akurat było pochmurno, ale przy dobrej pogodzie jest nawet szansa na zdjęcia z Tatrami w tle.

Nie da się ukryć, że dzisiejszy wyjazd zdecydowanie przekonał mnie do tego, że przymiotnik „górski” w moim rowerze należy jak najbardziej wykorzystywać. Podjazdy uczą pokory i walki ze sobą, ale  dają też nieziemską satysfakcję na górze. No i te zjazdy… ;-)

PS. Dla zainteresowanych Bikemap: http://www.bikemap.net/route/1176390

Kategorie:Rower
  1. Szym
    Sierpień 12, 2011 o 11:44 am

    Krajobraz na zdjęciach bardzo ładnie wygląda

  2. reve
    Sierpień 30, 2011 o 10:23 am

    Nieeźle;) Wiedziałem, że tam musisz mieć sporo ciekawych rzeczy w okolicy;)

  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: